14 stycznia 2026

Popełniłam pierwszy wpis

Długo zastanawiałam się jaki wpis powinien znaleźć się na moim blogu jako pierwszy. Coraz dłuższe rozważania przyniosły bardzo ważny wniosek. Od ciągłego myślenia nic się nie zmieni, a najlepsze, co mogę zrobić, aby znaleźć odpowiedź na moje pytani, to zacząć pisać. O czym? O tym, że zaczynając projektowanie nowej strony byłam cholernie przerażona. Robiłam to już po raz trzeci. Pierwszego bloga założyłam w 2012 roku, w trakcie studiowania dietetyki. Wtedy przyrzekłam sobie, że będę kolejną osobą, która całkowicie zrewolucjonizuje rynek odżywiania. Zamówiłam profesjonalną stronę internetową, zaczęłam prowadzić warsztaty w szkołach i bardzo szybko odpuściłam, ponieważ uświadomiłam sobie, że moje serce nie bije w rytmie „fit”. Skończyłam studia, podjęłam pracę całkowicie niezwiązaną z kierunkiem, długo wmawiając sobie, że tak jest dobrze. Po dwóch latach moja wewnętrzna wilczyca znów zaczęła się wyrywać do głosu i spontanicznie popchnęła mnie w kierunku psychologii. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Choć raczej „drugie” wejrzenie byłoby prawdziwsze, ponieważ na psychologię poszłam, ponieważ ciekawość natury ludzkiej od dłuższego czasu dawała o sobie znaki. Zaczęłam czytać książki o tematyce psychologicznej, rozwojowej, motywacyjnej. Studia psychologiczne, w przeciwieństwie do dietetycznych, były strzałem w dziesiątkę. Pomimo dużej ilości obowiązków zaliczałam wszystkie egzaminy oraz projekty w terminie, dodatkowo brałam czynny udział w kole naukowym i znów powróciłam do prowadzenia warsztatów w szkołach. Kończąc studia otrzymałam świetną propozycję finansową w obecnej pracy, więc obiecałam sobie, że gdy tylko ogarniemy sprawy związane z budową domu, natychmiast porzucę starą pracę dla mojej wymarzonej psychologii. W międzyczasie znów zakładałam stronę, publikowałam posty, działałam w sposób, który wtedy wydawał mi się jedyną słuszną drogą, a dziś odnajduję w nim próbę robienia rzeczy, które wtedy były na topie. Co to oznacza? Założenie strony, która jest pretekstem do dawania wszystkim fantastycznych rad („Hej, właśnie skończyłam studia i wiem wszystko na temat życia! Chcesz poznać 5 sposobów na to jak cudownie odmienić swój los? Oto one!”). To oznacza również próbę kreowania swojego życia na takie, któremu już naprawdę niewiele brakuje do ideału. Publikowanie zdjęć z wyjazdów, pisanie o swoich osiągnięciach, dodawanie postów, które mają się klikać, a nie pokazywać rzeczywistość taką jaka jest. Czułam, że okłamywanie innych jest słabe, a okłamywanie siebie - jeszcze gorsze. W ten sposób porzuciłam pisanie, odłożyłam siebie na późniejszy (nieokreślony) termin, uznając że „jest jak jest” może być dobrą wymówką dla mojego ego.

Kilka lat temu (dokładnie 9) dostałam w prezencie „Biegnącą z wilkami”. Książka, pomimo wspaniałych recenzji, nie przypadła mi do gustu. Czytałam i nie rozumiałam. Nic. Dwa lata później dostałam tę samą książkę w prezencie urodzinowym. Ponownie odłożyłam na półkę obiecując sobie, że w tym roku dokończę, to co zaczęłam dwa lata temu.

Książkę dokończyłam w styczniu tego roku. 9 lat zajęło mi dojrzewanie do tego rodzaju literatury. Po ukończeniu zrozumiałam, że to nie my czekamy na dobre książki, to one czekają na nas – na to, aż dorośniemy, staniemy się bardziej świadomi, gotowi. Najważniejszy przekaz był o tym, aby każdego dnia pielęgnować w sobie dziką wilczycę – część jaźni odpowiedzialną za twórczość, kreatywność, poczucie głębszego sensu w życiu. Wtedy doznałam olśnienia. Zrozumiałam, że mogę zacząć pisać dla siebie, bez presji, bez ściśle określonych celów, bez spiny o język, formę oraz treść. Mogę pisać o tym co widzę i czuję. Prowadzić coś, w rodzaju dziennika terapeutycznego, który przede wszystkim posłuży pielęgnowaniu mojej dzikiej natury oraz tego, co od dawna stara się wydostać na powierzchnię.

Co to jest? Jeszcze nie wiem, natomiast TO co wiem na pewno, to to, że jeżeli nie zacznę, to nigdy nie przekonam się jak wygląda trwa po drugiej stronie ogrodzenia.

Czy ten wpis jest idealny? Nie, jednak dziś bardziej interesuje mnie odpowiedź na pytanie „czy to jest moje” niż „czy to się spodoba”. Więc pomimo delikatnego lęku, wymieszanego z odrobiną ekscytacji wrzucam. Niech się dzieje.

 

 

 

 

 

Artykuły z tej kategorii

arrow left
arrow right


​​​​​​​

​​​​​​​

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.